Profesjonalne kursy nurkowania i szkolenia w zakresie specjalizacji
Profesjonalne kursy nurkowania
i szkolenia w zakresie specjalizacji
Kursy ratownicze EFR i DAN
Kursy ratownicze
EFR i DAN
Wyprawy nurkowe
Wyprawy nurkowe
     
 

Widziałam Bajkał...

               

 

 

Pierwszy raz zobaczyłam Bajkał w albumie trzydzieści lat temu i od razu pomyślałam sobie, że muszę tam pojechać. Wówczas marzenie to było równie realne jak lot na księżyc, jednak po latach doczekałam się takiej możliwości. Wyjechałam z końcem września 2006 r. - termin z mojego punktu widzenia był idealny.

 

W Irkucku znalazłam się wczesnym świtem. Zaraz po opuszczeniu lotniska, a właściwie dość obskurnego baraku hali przylotów, ostre powietrze Syberii otrzeźwiło nas wszystkich. Wielkie rozległe miasto budziło się właśnie do życia. Nigdy nie sądziłam, że Syberia tętni życiem tak bardzo podobnym do naszego. Zabudowa Irkucka jest niska - jest to strefa sejsmiczna, więc przeważają domy parterowe.Te stare, z czasów carskich, należące do starej zabudowy miasta są naprawdę niezwykłe, wszystkie opatrzone drewnianymi koronkowymi wykończeniami i wymalowane w różne kolory tęczy - w promieniach jesiennego słońca wyglądają jak chatki baby Jagi. Niektóre odrestaurowane, inne chylą się ku ziemi dotykając oknami ulicy, na którą przez dziesiątki lat nałożono tyle warstw nawierzchni, że znalazła się na wysokości okien. Gorzej wyglądają bloki wielkopłytowe, z okien których, niczym  z czarnych oczodołów, wyziera nędza i brud. Czasem bez szyb, zabite deskami straszą oberwanymi balkonami. W secesyjnym centrum Irkucja mieszczą się jednak dobrze zaopatrzone sklepy -  domy mody, salony urody, delikatesy... czego dusza zapragnie. Tak więc jest to miasto kontrastów i różnorodności.

 

Irkuck leży nad Angarą - jedyną rzeką, która wypływa z Bajkału. Wielka, niedostępna  budzi respekt  i podziw.  Nazajutrz udajemy się nad Bajkał . Ponad 20% zasobów  wody słodkiej na ziemi i 1600 metrów głębokości. Ogromny rów tektoniczny, do którego będzie schodził pod wodę mój mąż Sławek. Wiosną widoczność sięga 40 metrów, niestety jesienią dopiero na 40 metrach głębokości woda jest czysta i klarowna. Zaskoczyła nas pustka pod wodą - znikome ilości ryb pośród zielonych bajkalskich gąbek i tylko gdzie nie gdzie polujące foki. Trudno znaleźć płytkie miejsca, w których można poobserwować faunę i florę, dookoła wszędzie niezmierzona głębia.

 

Widoki na powierzchni rekompensują pustkę w wodzie. Piękno skalistych wybrzeży, gór o tej porze roku pokrytych już warstwą śniegu i  przebarwionych na żółto lasów modrzewiowych onieśmiela. Płyniemy w trójkę wraz z przewodnikiem nurkowym małym statkiem, wszystko wokół jest monumentalne i przytłaczające. Większość czasu spędzamy w messie, bo zimno uniemożliwia długie przebywanie na pokładzie. Na półce znajduję album ze zdjęciami - na zdjęciach młody chłopak trzyma złowione omule. Wasia mówi, że to Holender, że był tu wiosną, zapuścił się wgłąb lądu i zabił go niedźwiedź. Rzeczy odesłali rodzinie, o albumie zapomnieli. Czasem rano trzeba odkuć butle, bo przymarzają do ławek. Patrzę jak Sławek ubiera się w skafander, jest naprawdę zimno.

 

Trzeciego dnia lądujemy na największej wyspie Bajkału - Olchonie. Miasteczko portowe wygląda na opuszczone. Walące się budynki pokazują, że kiedyś tętniło tu życie, szerokie puste ulice przygnębiają - mamy wrażenie ze jesteśmy sami w mieście, nikogo oprócz zwierząt domowych, które chodzą wolno formując stada. Ludzie, którzy tu jeszcze mieszkają, nie mają żadnego pomysłu na życie.  Nie podoba im się obecny ustrój, są zagubieni, cierpią skrajną nędzę. Krowy, na Olchonie mają dłuższą sierść niż nasze, nikt im nie buduje obór, więc nocują na dworze. Na szczęście mikroklimat Olchonu pozwala na taki stan rzeczy. Wieczorem nadciągają całymi stadami do miasteczka, aby się napić wody, gdyż zbyt strome brzegi uniemożliwiają im gaszenie pragnienia gdzie indziej. Kładą się przed furtkami swoich domostw i tylko psy uwijają się miedzy nimi. Inaczej postępują konie, które prosto z wodopoju ponownie formują stado i biegną na żółte łąki wyspy. Nikt ich nie pilnuje, bo niby gdzie miałyby pójść, to wyspa.  Kraj zaskakuje, a jego piękno zniewala. Wracamy na statek, gorąca ucha i fantastyczne racuchy przygotowane przez Ludmiłę dodają nam energii. Ludmiła to kobieta koło sześćdziesiątki, dorabia sobie w wakacje na statku gotowaniem, ponieważ ma syna na studiach. Na co dzień jest doktorem, astrofizykiem i ustawia rosyjskie satelity na orbitach. Nas też zatkało...

Aktualności RSS

Ostatnie aktualności



 
Copyright © by Fundive Created by agencja reklamowa e-mouse