Profesjonalne kursy nurkowania i szkolenia w zakresie specjalizacji
Profesjonalne kursy nurkowania
i szkolenia w zakresie specjalizacji
Kursy ratownicze EFR i DAN
Kursy ratownicze
EFR i DAN
Wyprawy nurkowe
Wyprawy nurkowe
     
 

KURS OWD 05-07.08.2007

Jak sprawnie przejść od szydełkowania do nurkowania...

 

Są dwa sposoby. Taki dla niezdecydowanych i na skróty dla odważnych.

Ja nie należę do odważnych więc potrzebowałam małej zachęty. Dla mnie była nią wycieczka nad morze czerwone z moimi przyjaciółmi.  To tam Sławek zaproponował:

- Anka, właściwie dlaczego miałabyś nie spróbować zanurkować. Wiesz, kto nie żyje na krawędzi ... ten zabiera za dużo miejsca.

Potem wypadki potoczyły się same. Wsiadłam na statek z grupą nurków, tylko jako pasażer ale w pewnej chwili gdy spokojnie wygrzewałam się na pokładzie, zjawił się Tomek:

- Ania, to co...? Ubieraj się. Idziemy do wody.

Miły, ciepły głos budził zaufanie. Przystojny, młody człowiek. Czemu nie.

Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego co mnie czeka. A czekał mnie skok do wody w pełnym akwalungu!!! Tomek jednak wcześniej zapoznał mnie ze sprzętem, pokazał jak posługiwać się automatem do oddychania, jak wyrównywać ciśnienie w uszach i omówił podstawowe znaki, którymi mieliśmy się porozumiewać pod wodą. Czułam się  komfortowo i całkowicie bezpiecznie. Nie zmieniło to jednak faktu, że gdy zaczęliśmy się zanurzać rozpaczliwie broniłam swojego życia!!! Nikt normalny kto wcześniej nie nurkował i nawet nie pływał z fajką nie da się dobrowolnie zanurzyć poniżej linii wody!!!!  Sytuację uratował spokój i nadludzkie opanowanie Tomka. Uzgodniliśmy dość nowatorski sposób zanurzenia, bardziej głową w dół, nie nogami i udało się.  Potem już poszło gładko. Moim jedynym zadaniem było... oddychać i od czasu do czasu wyrównać ciśnienie w uszach. Jak w samolocie. Resztą zajął się Tomek trzymając mnie cały czas za zawór butli. Zrobiliśmy piękną wycieczkę nad rafą na głębokości około 5 metrów. Kolorowy świat podwodny, który widziałam dotychczas jedynie w telewizji roztaczał się wokół mnie. To było wspaniałe. Przepiękne ukwiały, koronkowe wzory koralowców, a między nimi ławice żółtych, pomarańczowych, pasiastych rybek.  Nie potrafiłam opisać wszystkiego co widziałam. Emocji było zbyt wiele. Wiem jedno. Kto raz tam był i widział na własne oczy ten magiczny  świat, na pewno zechce wrócić i najlepiej o własnych siłach. Któż nie stał godzinę przed witryną sklepu zoologicznego, oglądając duże akwarium ze słoną wodą. Takie akwarium to kropla w morzu tego co można zobaczyć nurkując.

 

Gdy już jesteście przekonani, że CHCECIE nauczyć się nurkować, droga jest prosta.
Wystarczy wstąpić do klubu Fun Dive i zapisać się na kurs.

A wtedy rozpocznie się wasza przygoda, w której z każdym kolejnym krokiem będziecie wiedzieć i umieć coraz więcej. Pięć spotkań w klubie na wykładach to okazja do zweryfikowania świeżo zdobytej wiedzy, wyjaśnienia wątpliwości i  uzyskania informacji, których nie znajdziecie w żadnym podręczniku. Sławek jest kopalnią wiedzy nurkowej i bardzo chętnie dzieli się nią z kursantami. A ta wiedza teoretyczna  to podstawa bezpieczeństwa każdego nurka,  nie można jej przecenić ani zlekceważyć.

Oprócz normalnych wykładów będą też zajęcia w basenie. I to będzie  to miejsce gdzie po raz pierwszy zweryfikujecie swój poziom determinacji i odwagi. Już na pierwszych  zajęciach, trzeba pod wodą pozbyć się na krótką chwilę automatu do oddychania, tej ostatniej nitki łączącej was z życiem!!! Wydaje się to niemożliwe do wykonania, a jednak. Na szczęście siedzieliśmy na dnie w płytkiej części basenu. W każdej chwili można było wstać, a

Sławek był naprzeciwko ćwiczącej osoby  z zapasowym automatem gotowym do podania tuż przy jej twarzy.  Wszyscy przeszli gładko tę pierwszą próbę ogniową i mogliśmy przejść do trudniejszych elementów. A trzeba  nauczyć się wiele. Znaleźć zgubiony automat , oczyścić z wody zalaną maskę, płynąć bez maski nie nabierając wody nosem, oddychać z zapasowego automatu innej osoby, jak i z własnego uszkodzonego, wynurzyć się awaryjnie gdy zabraknie powietrza, zdjąć i założyć jacket pod wodą oraz na powierzchni, dodać powierza do jacketu pod wodą ustami bez użycia inflatora czyli urządzenia, które normalnie służy do jego pompowania powietrzem z butli. Zdjąć i założyć balast pod wodą, pamiętając, że jego odpięcie spowoduje przyrost pływalności i jacket z butlą łatwo może podnieść nas do góry. Ale przede wszystkim, trzeba nauczyć się  pływać na tej samej, z góry określonej  głębokości czyli utrzymywać neutralną pływalność.  Wierzcie mi, nie jest to takie proste jak by się wydawało. Niektóre z tych umiejętności to zachowania w sytuacjach, które być może nigdy się nie zdarzą, ale bez ich opanowania nie mogłoby być mowy o bezpiecznym nurkowaniu.

Czas w basenie upływał szybko. Wielokrotne powtórzenia kolejnych ćwiczeń pod czujnym okiem dwóch instruktorów to duży komfort i poczucie bezpieczeństwa. Każdy miał czas na opanowanie własnych słabości i kolejną próbę nieudanych ćwiczeń. Było super. Basen przestał już budzić lęk przed kimkolwiek gdy ....

...nadszedł czas na próbę w wodach otwartych...

 

Pojechaliśmy do Zakrzówka w Krakowie. Dwa dni nurkowe po dwa nurkowania dziennie, w czasie których trzeba wykazać się umiejętnościami zdobytymi w basenie. Ale żeby nie było tak prosto, pierwszego wieczora nasz trener i wychowawca udzielał nam ostatnich porad. Czego nie robić, na co zwracać uwagę, żeby, mówiąc wprost, nie utopić się a zanurkować. Tylko twardzi faceci mieli tej nocy przed egzaminem spokojny sen.  Mnie dręczyły koszmary. Najpierw, że nie mogę się zanurzyć, potem, że za szybko opadam na dno i nie mogę wyhamować, wreszcie ciśnienie w uszach męczy i trudno je wyrównać i jak by tego było mało, zamarza mi automat i muszę wynurzyć się awaryjnie.... na autopilocie dotarłam na śniadanie i jeszcze w lekkim półśnie zjadłam co podali. Nie pamiętam co to było. Pierwsze nurkowanie było pół godzinną wycieczką na głębokość 12 metrów. Schodziliśmy stopniowo wzdłuż drogi do zalanego kamieniołomu. Było absolutnie bezpiecznie. Prowadził nas Tomek, a za nami płynął Sławek czuwając cały czas nad naszym bezpieczeństwem. Nie zaskoczę chyba nikogo jeśli powiem, że była to raczej wycieczka piesza niż nurkowa, bo wszyscy wycieraliśmy dno kolanami, co było widać na kombinezonach nawet po wynurzeniu. Pył skał wapiennych skutecznie wbił się w nasze pianki. Było jasne, że neutralna pływalność to wyższa szkoła jazdy. Ale wszyscy mieli zachwycone pyszczki. W końcu nikt z nas nigdy nie był tak głęboko. Nie powiem jak było. Przyjdźcie zobaczyć sami.  Potem przerwa na odpoczynek i kiełbaski z grila i... drugie podejście. Tym razem już na poważnie. Zanurzyliśmy się na drewnianą platformę ustawioną na dnie na głębokości 6 metrów żeby tam wykonać pierwsze ćwiczenia. Oczyszczanie zalanej maski. Szukanie zgubionego automatu, wynurzenie z alternatywnym źródłem powietrza. Prościzna. Nikt nie pękł. Potem była krótka wycieczka. Tym razem nurkowa. Wszyscy wrócili z czystymi kolanami. To widomy znak, że zaczęliśmy opanowywać pływalność.  Nasi instruktorzy zadbali też o atrakcje turystyczne dla nas. Po kolacji czekało nas nocne zwiedzanie kopalni soli w Wieliczce. Robi wrażenie. Zwłaszcza kaplica świętej Kingi przepięknie oświetlona, w której my byliśmy jedynymi gośćmi.

 

Drugi dzień nurkowy wymagał znacznie większego wysiłku od nas i tym bardziej od naszych instruktorów. Trzeba było wykonać wszystkie pozostałe ćwiczenia plus pływanie z nawigacją. Każdy musiał pokazać, że umie prawidłowo wykonać awaryjne wynurzenie z głębokości 6 metrów. Zdjąć i założyć maskę  na głębokości 6 metrów, pokazać, że panuje nad swoją pływalnością wykonując dwa ćwiczenia tzw. Piwot i Hoover. Brzmi strasznie ale wcale nie niemożliwie. Czujne oko i sprawność mistrza obu naszych instruktorów nie pozwoliły nam na błąd który w najmniejszym stopniu mógłby zagrażać naszemu bezpieczeństwu. Na koniec wycieczka. Tym razem wzdłuż ścianki nad głębiną znacznie przekraczającą nasze możliwości i uprawnienia, o które się staramy. Nasze głębokościomierze pokazały 16 -17 metrów, zależy jak nisko komu łapka opadła. 1 metr to w końcu nie tak dużo. Było wyraźnie zimniej, a widoczność spadła jeszcze bardziej. To wtedy wszyscy wyraźnie odczuli jak ważny jest system partnerski pod wodą oraz doświadczony przewodnik. Byli tacy, który twierdzili, że nie widzieli nic poza niebieskimi płetwami Tomka i tego widoku starali się za wszelką cenę nie zgubić z oczu jak drogi zbawienia. Objaw pozytywny jakkolwiek, w tym przypadku nie potrzebny strach, bo Tomek co chwila sprawdzał czy cały czas siedzimy mu na ogonie, a  tuż nad nami zawsze płynął Sławek łapiąc w razie potrzeby osłabiony narybek.

 

Wszyscy ZDALI. Dostali prawo jazdy na akwalung.  Teraz pozostaje już tylko ćwiczyć i doskonalić raz zdobyte umiejętności.  Czy wszyscy je wykorzystają, tego nie wiadomo. Ale wiem jedno: nurkowanie jest z całą pewnością ciekawszym zajęciem niż szydełkowanie.

 

Tekst: Ania Miller

Zdjęcia: Ania i Karolina Miller, Czarek Konkol

Aktualności RSS

Ostatnie aktualności



 
Copyright © by Fundive Created by agencja reklamowa e-mouse