Profesjonalne kursy nurkowania i szkolenia w zakresie specjalizacji
Profesjonalne kursy nurkowania
i szkolenia w zakresie specjalizacji
Kursy ratownicze EFR i DAN
Kursy ratownicze
EFR i DAN
Wyprawy nurkowe
Wyprawy nurkowe
     
 

Pierwsze kroki po kursie

- step one -

Prawo jazdy już jest. Teraz trzeba jak najwięcej ćwiczyć, żeby dojść do wprawy i nie zapomnieć tego czego nauczyłam się na kursie. Jeśli nie w ciepłym morzu, to chociaż w naszych rodzimych jeziorach  - Tak twierdzi nasz instruktor i wychowawca.

Wydawało mi się to nudne. Co tu oglądać? Woda od trzeciego metra mętna, a od szóstego jest coraz ciemniej - tak, że poniżej piętnastu w zasadzie bez latarki ani rusz. Zadnych kolorowych rybek. Zamiast rafy zielsko i muł. A jednak...

Pojechaliśmy na Mazury 15 sierpnia. Było bardzo ciepło. Prawie Egipt. 30 stopni w cieniu, w wodzie 20. Warunki idealne. 

Pierwsze samodzielne zanurzenie to nie to samo co egzamin. Tu płyniesz  wyłącznie dla siebie, a nie po to żeby prawidłowo wykonać wszystkie ćwiczenia i zdać . Chciałoby  się, żeby było fajnie, a tu nic z tego. Umiejętności niestety, nie przybyło od trzymania w ręku certyfikatu nurka OWD. Znowu okazuje się, że pływalność neutralna to trudna sztuka, jak nie przymierzając walki wschodu. Źle zapięta maseczka złośliwie nabiera wody.  Nogi spadają wznosząc co chwila masy mułu z dna. Całe szczęście, że są przynajmniej linki pod wodą wyznaczające trasę. Dopiero w takim realu, z pewnością nie na kursie, docenisz jak ważny jest system partnerski i partner duużo lepszy od ciebie.  Najlepiej żeby był to ktoś zaprzyjaźniony. Z pewnością okaże więcej wyrozumiałości i pomoże w razie potrzeby. Ja miałam to szczęście.  Pojechał ze mną mój instruktor.

Baza Nurkowa w Nartach przy Ośrodku Wypoczynkowym Rusałka nad Jeziorem Świętajno,  to świetne miejsce do nurkowania. Woda jest tu podobno najbardziej przejrzysta. Chociaż w razie ładnej pogody,  na brzegu jest tłok jak na plaży w Sopocie. Mimo to znaleźliśmy sobie skrawek wolnej ziemi pod drzewem blisko brzegu, gdzie Jola mogła się jako tako usadowić z naszymi gratami. Trzeba przyznać, że Baza ma niezłe zaplecze. Hangar nad brzegiem gdzie można się przebrać w warunkach powiedzmy odbiegających co prawda od tak zwanych standardów europejskich, ale zawsze to lepsze niż nic. Obok sprężarka, więc nie trzeba daleko biegać z butlą, żeby uzupełnić zapas powietrza. Ławeczka nad samym brzegiem gdzie można wygodnie założyć sprzęt na plecy by przejść te piętnaście metrów po płytkiej wodzie zanim lustro wody osiągnie przynajmniej półtora metra.  Jest jeszcze tarasik z jednym stolikiem dla oczekujących i wyczerpanych. Toi Toi'ka jest klasy luks. Z bieżącą wodą i umywalką. Na drzwiach hangaru wisi mapka terenu nurkowego. Można umówić się z miejscowym dive master'em na wspólne nurkowanie. Super. Już mi się podoba, pomimo, że jakość wykończenia nie zasługuje nawet na pół gwiazdki, bo gdzie indziej nie ma nawet tego.

Plan był prosty. Poćwiczymy trochę na platformie, potem szlakiem zejdziemy w dół, dokąd damy radę. Oczywiście nie niżej niż na 18 metrów. Wrócimy znów poćwiczyć, a potem popłyniemy w drugą stronę obok lasku nad łączki. Tam gdzie jest stosunkowo płytko czyli  pięć do sześciu metrów.  Ekstra.

Widoczność rzeczywiście była nie gorsza niż na Zakrzówku. Bez trudu znaleźliśmy pierwszą platformę. Tylko moja źle zapięta maseczka ciągle dawała znać o sobie stale nabierając wody. Oczywiście wcale nie zdawałam sobie sprawy, jaka jest tego przyczyna. Walczyłam z nią dzielnie ćwicząc wielokrotnie jej opróżnianie z wody. O kontroli pływalności niestety w tym momencie nie było mowy. Na szczęście trzymałam się linki wyznaczającej trasę. Poniżej 10 metrów termoklina lekko nas zmroziła, bo nie założyliśmy rękawiczek, a poza tym Sławek zauważył, że za bardzo walczę o przetrwanie. Wróciliśmy na platformę.

- Ćwicz pływalność! Brzmiał krótki komunikat. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Nogi jakieś cięższe od reszty ciała. Co się trochę podniosę to zaraz spadam na  brzuch jakbym była przyklejona do platformy. Jednym słowem klapa na całej linii. Po kilku minutach zostało mi odpuszczone. Płyniemy na łączkę. Tu nie ma linki ale jest 5-6 metrów, a punkt odniesienia wyznaczają czubki podwodnej roślinności. Te same obrzydliwe glony, które budzą moją odrazę gdy pływam wpław teraz były piękne i przyjazne. Rozłożone w toni zielonkawej wody prześwietlonej słońcem miały jasnozielony kolor. Między nimi od czasu do czasu przemknął jakiś pasiasty okonek lub srebrzysta płoteczka. Chciałoby się krzyknąć: PRZEŻYJ TO SAM!!!! Inaczej nie docenisz tej innej ciszy niż nasza lądowa, innego wymiaru czasu, który pod wodą płynie trochę wolniej, bo wszystko dzieje się wolniej. Ty też poruszasz się wolniej choć nie odczuwasz tego jako spowolnienie własnego działania. Spoglądasz na swój komputer nurkowy i ...  to już minęło 40 minut??? Kiedy???? To tym na brzegu czas się dłużył ale nie mnie.

Tak mniej więcej wyglądał mój pierwszy raz. Nie byłam z siebie zadowolona. Nadal walczyłam ze sobą i swoim brakiem umiejętności. Nie wyszłam z wody z poczuciem dobrze wykonanego ćwiczenia, a jednak podobało mi się. To było jak wyzwanie. Następnym razem będzie lepiej. Przecież jeszcze tyle mam do zrobienia. 

- step two -

I rzeczywiście. Następnym razem pamiętałam, żeby już na powierzchni zalać kaptur wodą. To bardzo pomaga w wyrównywaniu ciśnienia w uszach. Teraz jest to kwestia tylko krótkiego i lekkiego dmuchnięcia w ściśnięty palcami nos. Trwa to sekundę, może dwie i nie zaburza rytmu oddechu.

Kolejna kłopotliwa część garderoby początkującego nurka to maseczka. Źle założona może nieźle dać się we znaki. Paski zaczną się przesuwać na głowie w górę lub w dół i maseczka się „rozszczelni". Za mocno dociśnięta będzie niemal dusić ale to chyba lepsze niż full opcja z wodą. Zresztą nie wiem. Sprawdź sam.

Dalej jest pas balastowy. Te piekielne dodatkowe kilogramy. Są jak miara naszego strachu przed zanurzeniem. Im bardziej opanowujesz ten lęk, tym więcej możesz oddać ratownikom na brzegu aż do ilości zgodnej z twoim ciężarem właściwym. Póki co musisz dźwigać. Nie ma, przebacz!

Gdy już te "drobne" problemy techniczne masz za sobą, możesz się skupić na oddechu i własnej neutralnej pływalności. Metoda prób i błędów jest tu chyba najlepsza. Każdy potrzebuje inną ilość prób. Mnie udało się pierwszy raz zawisnąć w toni na piątym nurkowaniu. A tobie????

No dobrze. Powiedzmy sobie szczerze. Nieprawdą jest, że od tej pory już nigdy pływalność na sprawi kłopotu. Po kilku minutach wzorcowego wiszenia nad platformą złapałam Sławka za rękaw, żeby nie  zacząć się wynurzać. Oczywiście mogłam też upuścić trochę powietrza z inflatora, ale łatwiej było mi przytrzymać się jakiegoś punktu stałego. A w zasięgu ręki, akurat był mój instruktor. Potem okazało się, że płynąc łatwiej jest kontrolować swoją pływalność niż wisząc w toni w jednym miejscu.

 Trudności do pokonania jest wiele. Każdy z pewnością ma inne i opanowuje je w różnym tempie. Kiedy już znikają, zaciera się w pamięci wspomnienie o nich, a wówczas trudno zrozumieć tych, którzy zaczynają swoją przygodę z nurkowaniem i pomóc im dobrą radą.

Aktualności RSS

Ostatnie aktualności


 
Copyright © by Fundive Created by agencja reklamowa e-mouse