Profesjonalne kursy nurkowania i szkolenia w zakresie specjalizacji
Profesjonalne kursy nurkowania
i szkolenia w zakresie specjalizacji
Kursy ratownicze EFR i DAN
Kursy ratownicze
EFR i DAN
Wyprawy nurkowe
Wyprawy nurkowe
     
 

Trudne początki...

 

TRUDNE POCZĄTKI….  CZYLI  JAK  PRÓBOWAŁAM  ZOSTAĆ  NURKIEM

A wszystko zaczęło się od… imprezy, na którą moja kuzynka Ania zaciągnęła mnie, usiłując wydobyć mnie ze szponów ogarniającego mnie ostatnio marazmu i złego humoru…
- Chodź, rozerwiesz się, to bardzo fajni ludzie – namawiała.
- Przecież ja nie nurkuję i na dodatek nikogo nie znam! – próbowałam się bronić.
- Nie szkodzi, to poznasz. A nurkować możesz zacząć – z niezmąconym spokojem odpowiedziała Ania.

Poszłam.

Towarzystwo rzeczywiście miłe, pozytywnie zakręcone, wszyscy z ogromnym zapałem rozprawiali tylko o jednym – o nurkowaniu…
Jako, że moją dotychczasową pasją była jazda konna, słuchałam życzliwie i  z zainteresowaniem, ale bez zbytniego entuzjazmu…

W pewnym momencie usłyszałam – no to kiedy przychodzisz na kurs?
Obejrzałam się, pytanie najwyraźniej było skierowane do mnie.
Ja, na kurs? Ja nie nurkuję – zaprotestowałam.
Jak to, kiedy? W styczniu – wtrącił w tym samym momencie zdecydowanym głosem Sławek – właściciel klubu i instruktor.
Zdezorientowana próbowałam się bronić, wyjaśniać im, że to nieporozumienie, że ja tu tylko przyszłam towarzysko, że wcale nie zamierzam nurkować, ale decyzja najwyraźniej została już podjęta i to bez mojego udziału… W końcu dałam się przekonać, że muszę spróbować. Co ja mówię, jakie spróbować, po prostu muszę zacząć…

No dobrze, właściwie to czemu nie, nie pierwszy raz wchodzę w nie znaną mi dyscyplinę, a wodę lubię i pływać umiem, więc chyba będzie dobrze…

Tak optymistycznie nastawiona wybrałam się na pierwszy wykład. Było wesoło, ciekawie, poznałam fajnych ludzi – kurs się zapowiadał bardzo przyjemnie.

Na pierwszy basen poszłam radośnie podekscytowana.
Na płycie basenu dostałam piankę i mnóstwo ciężkiego i nieporęcznego sprzętu… jednak przy pomocy kolegów divemasterów jakoś udało mi się to wszystko umieścić na sobie i udałam się na brzeg basenu.

Pierwszy niepokój poczułam, gdy siedząc już na krawędzi basenu, założyłam na twarz maskę i wsadziłam automat do ust…
Ale jak to, przecież przez to się nie da oddychać! – pomyślałam spanikowana.
Z przyzwyczajenia usiłowałam wciągać powietrze nosem, ale bardzo szybko zabrakło go w masce, a automat przez który miałam oddychać, podawał mi powietrze jakoś dziwnie skąpo…

Nadszedł czas wejścia do wody – na znak Sławka wszyscy mieliśmy wskoczyć do basenu.

W tym momencie poczułam w sobie zdecydowany opór – jak to, w tym wszystkim?! Bez możliwości normalnego oddychania?! (bo przecież to niemożliwe, żeby przez taką cienką rurkę mogło dojść do mnie wystarczająco dużo powietrza…) Przecież się utopię!!!

Jednak skoczyłam.
Byliśmy w wodzie sięgającej klatki piersiowej. Na razie utonięcie mi nie groziło…

Po krótkiej chwili Sławek dał znak, że się zanurzamy – w masce na twarzy i z automatem w ustach.
Posłusznie zanurzyłam głowę i … błyskawicznie wyskoczyłam z powrotem.
Coś jest nie tak! W masce mam mnóstwo wody! – przeraziłam się.

Sławek wynurzył się i pyta - co jest, dlaczego nie jestem na dole – więc mu tłumaczę, że moja maska przecieka i nie mogę się zanurzyć!
On mi na to, że to nic, żebym oddychała tylko przez usta…
Przecież to niemożliwe! – pomyślałam w panice – ja tak nie potrafię!

Jednak spróbowałam jeszcze raz.
I po chwili znów byłam na górze z wściekle bijącym sercem i nosem pełnym wody…

Po paru próbach stałam zrezygnowana i patrzyłam jak pozostali kursanci bez problemu wykonują polecenia Sławka…
- To nie dla mnie – pomyślałam z rezygnacją – widać nie wszyscy mogą nurkować…

Już miałam kierować się w stronę brzegu basenu, żeby wyjść i zdjąć z siebie cały ten balast, abym przynajmniej mogła zwyczajnie popływać, kiedy zobaczyłam jakiś ruch pod wodą.
Nagle w moim kierunku skierował się jeden z divemasterów prosząc, abym przeszła z nim na jeszcze płytszą wodę.
 - Chodź, spróbujemy – powiedział zachęcająco – poćwiczymy i na pewno ci się uda.
No cóż – pomyślałam – na pewno nie, ale dobrze, spróbuję…

Poszliśmy na płytszą wodę i Piotrek z nieskończoną cierpliwością próbował mnie przekonać, że się da oddychać pod wodą i że woda w masce nie stanowi powodu, dla którego trzeba natychmiast wyskakiwać na powierzchnię… Że jest sposób, żeby się jej pozbyć pod wodą…

I trudno uwierzyć, ale po jakichś trzydziestu minutach jego cierpliwych wysiłków i moich rozpaczliwych prób siedziałam na dnie basenu i oddychałam… I nawet potrafiłam się pozbyć wody z maski, a serce jakimś cudem zwolniło swoje szaleńcze tempo…

Na kolejnych basenach przekonałam się, że nie tylko da się oddychać pod wodą, ale także pływać i jest to bardzo przyjemne… choć woda w masce straszyła mnie jeszcze nie raz… ;)

Jednak nigdy nie zapomnę tej pierwszej lekcji…

Monika Z.

 

Aktualności RSS

Ostatnie aktualności



 
Copyright © by Fundive Created by agencja reklamowa e-mouse